sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 1

Nie jest tak długi jak planowałam, ale myślę, że ujdzie. Chciałam napisać coś więcej, ale... ^^ Następny rozdział pojawi się prawdopodobnie jutro lub pojutrze, jednak jest szansa jeszcze na dzisiejszy dzień ;) Z podziękowaniami dla strony na fb, "Ból jest częścią człowieczeństwa." Link na dole :)

          Poranek zawitał w tłocznych ulicach Londynu. Pomimo bardzo wczesnej godziny, ludzie już obchodzili pobliskie sklepy w poszukiwaniu strojów kąpielowych, olejków i innych rzeczy, których potrzebowali na okres wakacyjny. Pogoda była wręcz idealna, taka, na którą czekało się przez całą zimę. Porzucało się kurtki, szaliki i rękawiczki na rzecz koszulek na krótki rękawek, sandałów czy szortów. W oddali słychać było śmiechy dzieci i charakterystyczne dźwięki dzwonków rowerowych.

          Wśród tłumu dało się dostrzec drobną postać o brązowych, nieokiełznanych lokach i czekoladowych oczach. Spokojnym spacerem przemierzała wąskie ścieżki starając się dotrzeć do domu. Uśmiech, który dziś nie schodził jej z twarzy, powiększył się kiedy spojrzała na wielką fontannę zdobioną najróżniejszymi wzorami. Tak dobrze ją pamiętała. To tu biegała ze swoimi starymi przyjaciółmi z placu, kiedy miała zaledwie siedem lat. Jak ten czas szybko mija... Tak bardzo tęskniła za dzieciństwem i tą błogą nieświadomością, niewiedzą na temat magicznego świata i problemów go otaczających. Teraz, kiedy już podrosła, było o wiele gorzej. Ona i jej przyjaciele z magicznego świata zostali wplątani w wir wojny z obłąkanym czarnoksiężnikiem, którego celem było dorwanie Wybrańca. Czasem czuła się jak w jakimś marnym mugolskim filmie science fiction. Ale to nie fikcja, tylko najprawdziwsza rzeczywistość.

          Nawet nie zauważyła, a już stała przed drzwiami posiadłości jej rodziców. Przez okno dało się usłyszeć prezentera telewizyjnego i dźwięki obijających się o siebie talerzy w kuchni. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem i otworzyła drzwi, nawet nie przekroczyła progu a już dobiegł ją głos matki.
          - Hermiono, skarbie, obiad już gotowy.
          - Zaraz będę! - zawołała wchodząc po schodach, prowadzących do jej pokoju.
          Przebrała się w jakieś luźniejsze ciuchy, bo i tak nie miała zamiaru nigdzie dziś wychodzić. Ściągnęła sandały, a na ich miejsce ubrała białe skarpetki i przyjrzała się sobie w lustrze. Niezbyt zmieniła się od pierwszej klasy. Ta sama szopa na głowie, kilka niedoskonałości na skórze, drobna sylwetka... Nabrała jedynie poważniejszych rysów twarzy, ogólnie wydoroślała i oczywiście urosła. Jednak taką siebie lubiła i nie zmieniłaby ani swojego wyglądu, ani charakteru. Kiedyś, owszem, miała kompleksy. Zwłaszcza dotyczące tego, że bywała czasem strasznie przemądrzała, przez co niejednokrotnie ją wyśmiewano. Uśmiechnęła się lekko i wskoczyła na łóżko.
          Jej myśli zaczęły sunąć wgłąb jej umysłu, a ona poddała się czując, że o czymś zapomniała. Przewertowała swój umysł niczym książki, w których tak bardzo lubiła się zaczytywać i doszła do wniosku, że kupi sobie przypominajkę.
          Kiedy zorientowała się, że miała jeszcze coś załatwić, momentalnie zbladła i wstała. Zacisnęła palce na oparciu krzesła po czym zamknęła drzwi i zaczęła nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Nie było jej cały rok i dopiero teraz mogła spotkać się ze swoimi rodzicami, a ona jeszcze chce wyjeżdżać. Potarła czoło wierzchem dłoni i usiadła na łóżku, zastanawiając się jak im powiedzieć, że musi jechać. Do jej uszu doszła rozmowa rodziców, którzy najwidoczniej zasiedli już do obiadu, więc zeszła powoli na dół w między czasie układając sobie wszystko w głowie.
          - O, już jesteś - stwierdził wesoło jej ojciec, który siedział już przy stole i czytał gazetę.
          Uśmiechnęła się smętnie i zajęła miejsce naprzeciwko niego, oczekując, aż kobieta krzątająca się po kuchni poda jedzenie do stołu. Co chwilę zerkała za okno obserwując ćwierkające ptaki i biegających ludzi ze słuchawkami w uszach. Też chciałaby być teraz tak beztroska, ale obowiązki wzywały.
          - Hermiono? Stało się coś? - spytała jej matka wycierając ręce o fartuch. Zauważyła, że postawiła wodę, więc będzie miała teraz trochę czasu.
          - Musimy porozmawiać. - Spojrzała na rodziców. - Chodzi o te wakacje. Pojawił się pewien... problem.
          - Tak, kochanie? - dopytywała się kobieta.
          - Zakon... potrzebuje teraz wszystkich par rąk do pracy. Nie będę ukrywała faktu, że nie jest kolorowo. Ludzie nie mają już czasu i każdy pomaga innym tak jak może, ale to nie wystarcza. Zebranie Zakonu odbędzie się za kilka dni i będę musiała w nim uczestniczyć pomimo tego, że jeszcze w nim nie jestem.
          W istocie, jeszcze ani ona, ani jej przyjaciele, nie byli oficjalnymi członkami Zakonu Feniksa, chociaż starali się pomóc na tyle, na ile pozwalał im Dumbledore. Wielokrotnie deklarowali się, że gdyby zaszła taka potrzeba mogą wstąpić od razu, jednak siwobrody czarodziej nie chciał nawet o tym myśleć czy tego rozważać. Ciągle mięli nadzieję, że jednak coś ulegnie zmianie.
          Z zamyślenia wyrwał ją spokojny głos jej taty:
          - Spokojnie, Hermiono. Wiemy, że macie teraz masę problemów w tym waszym świecie i to rozumiemy. Jednak kiedy znajdziesz czas wpadnij chociaż na chwilę, dobrze?
          - Oczywiście.
          Uściskała rodziców i zaczęła jeść wspólny obiad.

***

          Siwobrody czarodziej z bystrym spojrzeniem i błękitnymi oczami, skrytymi za okularami połówkami, siedział w fotelu przed biurkiem, lewą ręką głaszcząc pięknego Feniksa, a drugą przeglądając zeszłomiesięczne raporty; były starannie uporządkowane i ułożone według dat. Z westchnieniem odłożył papiery nad którymi siedział już dobre trzy godziny i sięgnął po kubek wypełniony po brzegi herbatą.

          W końcu się poddał, wstał i zaczął przechadzać się w tę i tamtą jak to miał zwyczaju, kiedy się denerwował. Mała, prawie niewidoczna żyłka przy skroni zaczęła niebezpiecznie pulsować. Od przeszło miesiąca walczyli tylko i wyłącznie na polu politycznym, chociaż i to ciągnęło całą masę ofiar. Nie chciał myśleć ile osób zginie kiedy obie strony chwycą za różdżki. To będzie istna tragedia. Widział wiele, naprawdę wiele w swoim życiu, ale nie śmierć dwustu osób z powodu zmiany stanowiska Yaxleya! Tego było stanowczo za wiele. Wiedział, że będzie musiał coś z tym zrobić inaczej nagły awans ich wroga będzie tragiczny w skutkach.

          Gdyby tylko miał więcej mocy, więcej informacji... Ciągle miał wrażenie, że ma go już w garści, ale nadal coś mu umyka. Jakiś mały detal, który waży na ich losie. Jakaś tajna broń Voldemorta... Nie wiedział tylko co to było.

          Tak dobrze pamiętał młodego Toma; zagubionego chłopca, który nie wiedział gdzie jest jego miejsce. Był strasznie skrytym w sobie, jednak urokliwym młodzieńcem. Dobrze się uczył, jego kultura osobista była na wysokim poziomie, a sam wzbudzał podziw. Jednak zmagał się ze swoimi dziwnymi umiejętnościami i samym pochodzeniem. Przebiegły, sprytny i zawsze dostający to, czego chciał. No tak, był przecież Ślizgonem i to bardzo niezwykłym, bo w końcu teraz jest najpotężniejszym czarnoksiężnikiem w historii czarodziejskiego świata. Wszystkim wydawało się, że idzie na właściwą drogę, wychodzi na prostą... Jednak to było tylko złudzenie, pułapka podstawiona przez przebiegłego chłopaka, dająca mu czas do planowania.

***

          Niebieskooki brunet z bliznami na twarzy i gołą klatką piersiową stał na środku zbiorowiska przed bramą Malfoy Manor i wywracał teatralnie oczyma na pouczającego go Eddarda Notta. Poprzysiągł sobie i Sevovi, że kiedy ten przygłup przestanie być pupilkiem Voldemorta to go obedrze ze skóry a głowę powiesi sobie nad kominkiem. Nagle bardzo sadystyczna scena z tym zidiociałym baranem w roli głównej rozjaśniła jego umysł, a na usta wpłynął mu wyjątkowo niebezpieczny uśmieszek.
          - I z czego się cieszysz? Wszystko popsułeś! - warczał postawny szatyn.
          - Zamkniesz mordę czy mam ci pomóc?! - odkrzyknął zdenerwowany już Lawrency. - Gdybyś nie chodził jak Longbottom na lekcjach u Snape'a i nie przewrócił stojącego obok Lucjusza to pojmalibyśmy nawet samego Kruma otoczonego watahą najlepiej wyszkolonych strażników. A fakt, że wywaliłeś się w błoto jak utaplana świnia prosto przed obliczem Knota to już nie moja wina!
          Wszyscy obecni wybuchnęli śmiechem przyklaskując Goldenmayerowi. Najwidoczniej oni także mięli dosyć ich nowego przywódcy oddziału.
          - Coś ty powiedział?! Żebyś się nie zdziwił kiedy będziesz miał z nim do porozmawiania - mówił wskazując sugestywnie na mroczny znak, który miał za niespełna pięć minut zasygnalizować, że są wzywani.
          - I co, polecisz do Czarnego Pana z krzykiem "Panie, bo on mnie przezywa!"? - zaśmiał się tubalnie.
          Mężczyzna najwyraźniej zorientował się, że nikt go nie popiera w tej śmiesznej dyskusji i dał sobie spokój. Już miał odejść w stronę wielkiej posiadłości, kiedy jeszcze pogroził młodszemu Śmierciożercy.
          - Uważaj sobie, Goldenmayer, bo jesteś za bardzo wyszczekany.

XXXXX

https://www.facebook.com/bol.jest.czescia.czlowieczenstwa.albus.dumbledore?fref=ts

10 komentarzy:

  1. Bardzo fajny ! :)
    Kilka literówek, ale naprawdę nieistotnych.
    Informuj mnie o rozdziałach, bo fajnie się zaczyna i ciekawy pomysł. Przy okazji nie wiem czy byłaś, ale wpadnij do mnie -> love-can-do-everything.blogspot.com
    Strzałka i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, będę cię informować i ciesze się, że ci się podoba :)
      Nie czytałam ale bardzo chętnie to zrobię za jakieś półgodzinki ^^ Oczywiście zostawiając komentarz.
      Również życzę weny :)

      Usuń
  2. Witam Cię!
    Opowiadanie zapowiada sie nieźle lecz na razie nie powala. Na wstępie powiem Ci, że czytałam wiele blogów o tej tematyce (w tym też bez cukru i uczucie) nie tylko polskich i na chwile obecną Twoje niczym mnie nie zaskoczyło. Rozumiem, że jest to dopiero początek i dlatego będę czytać dalej, bo mimo wszystko jestem ciekawa jak rozwiniesz akcję. Postać Lawa, hmmm jak na razie jest dla mnie powieleniem typowego kolegi Severusa z praktycznie każdego opowiadania. Minerva odbierająca alkohol też. Ogólnie będziesz musiała sie bardzo postarać żeby mnie przekonać do swojej wersji.
    Nie odbierz mych słów źle! Bardzo lubie czytać wszelką twórczość i jestem na nią otwarta. Nie lubie tylko powtarzających sie schematów odbierania bohaterów czyt. : Dumbledore - Drops itp. Ktoś to wymyślił, inne osoby poszły za przykładem. Teraz jednak jest to już tak oklepane, że aż razi. Dla mnie każde opowiadanie powinno być osobnym dziełem sztuki. Czymś nowym, niespotykanym. Tylko wtedy ma sens. Bo po co pisać to co juz było.
    Pisze to wszystko nie po to aby Cie zniechęcić, ale po to żebyś sie rozwijała. To co przeczytałam było dobre. Twój styl jest poprawny, nie robisz wielu błędów. I to sie chwali. Inni wiedzą, że lubie sie czepiać więc nie bierz tego do siebie. Nie widzę sensu w pisaniu komentarza, w którym bym Ci miała tylko słodzić, nawet jesli coś mi sie niepodoba. Tak jak wspomniałam piszesz ciekawie tylko pamiętaj i tym by pisać coś tylko swojego. Nie zwracaj uwagi na utarte zwroty, w gruncie rzeczy w Twoim opowiadaniu jak na razie nie ma nic z oryginalnych postaci. Czytając miałam wrażenie, że oglądam wymieszane charaktery z fanficów. Postaraj się udowodnić mi, że sie mylę i, że to opowiadanie jest jedyne w swoim rodzaju :)

    Postaram sie komentować pod każdym rozdziałem (jesli czas pozwoli) bo widzę w Tobie potencjał ale na razie nie widzę materiału jesli wiesz o co mi chodzi.

    Zeby Ci nie mieszać w głowie - pisz dalej, działaj, nie zasmuć sie moim komentarzem.

    Ja przy bliższym poznaniu jestem miła, naprawdę :)

    A teraz tak dla spamu zapraszam Cie na moje bloga ( o tematyce zgoła innej bo o Lokim, Thotrze i całym tym marvelowskim świecie tyle, że zepchnietym na drugi plan przez moja OC :)

    http://erdhallia-rod.blogspot.com/?m=1


    Pozdrawiam
    I życzę weny ;))

    Błękitna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście wpadnę na twojego bloga i dziękuje za szczery komentarz, takie sobie bardzo cenię ;)
      Oczywiście W PEŁNI (chociaż to i tak mało powiedziane) zdaję sobie sprawę, że jest to powielany schemat i właśnie tu chciałam napisać dlaczego.
      Skoro wiem, że wszystko powtarzam to dlaczego nic z tym nie robię?
      Otóż robię ^^ Przez pierwszy rozdział, może nawet pierwsze trzy, może nawet pięć, nie wiem dokładnie, będzie schematycznie. Jednak zapisuję co ciekawsze pomysły w zeszycie, by w którymś rozdziale kogoś nieźle zaskoczyć i nie wiesz jak się ucieszyłam czytając twój komentarz :)
      Hermiona Śmierciożerczyni? Ciekawe. Ale trochę oklepane, chyba, żeby trochę tę wersję podrasować.
      Severus jako ojciec Hermiony? Już się z tym spotkałam. Poza tym tego nie widzę, ich parę odbieram tylko na podłożu czysto... no, bez żadnych rodzinnych relacji, jako normalny związek.
      Draco w Zakonie? Być może się pojawi, owszem, ale zbyt to oklepane. Na pewno ulepszę tę wersję i dodam kilka niespodzianek.
      Pojawi się jeszcze jedna, ciekawa i barwna postać tzw. niby dobra ale z masą wad, nie "wykuwana w złocie" jak to często bywa i nieźle namąci :D
      No, Law to nie jest zwykły kolega Severusa, wersja "wieloletni przyjaciel" też nie, myślę teraz jaką relację między nimi utworzyć. (Oczywiście nie myślcie o yaoi XD)
      Minerwa konfiskująca alkohol to powielany schemat, ale to chyba zostawię. Bardzo mi się podoba ^^
      Szykuję rozwinięte plany co do przeszłości Dumbledore'a. I TUTAJ BĘDZIE WIELKA NIESPODZIANKA ^^ Pewne wydarzenie będzie zaskoczeniem. Muszę tylko to dopracować, żeby nie wyszło a'la Moda na sukces. ^^
      No i BARDZO mi zależy na zbudowaniu relacji Gryffindor & Slytherin.
      I oblicze Voldzia będzie ciekawie ukazane ;D

      Jednak muszę przebrnąć, jak i wy, przez te nudniejsze rozdziały. ;-; Czułabym się mega głupio, jakbym zaczęła wpychać akcję już w pierwsze rozdziały, a i tak mam do siebie pretensje za tak wczesne pojawienie się Lawa. ;-;

      Także, głównie do lubiących oryginalność, jeszcze kilka rozdziałów musicie mi darować ;/ Zeszyt powoli się uzupełnia, ale muszę dużo pomysłów dopracować, żeby nie wyglądało to jak jakiś tani tasiemcowaty serial, gdzie każdy zmartwychwstaje i każdy z każdym.

      Ogólnie Sevmione jest bardzo dużo i poprzeczka jest wysoce postawiona.

      Również życzę weny i BARDZO SIĘ CIESZĘ, że będziesz komentować! :)

      Usuń
  3. W początkowych rozdziałach zwykle nie mam się do czego przyczepić w fabule, bo rozkręcają akcję ;) no, może do tego "siwobrodego czarodzieja". Za drugim razem takie określenie traci już swój urok, lepiej byłoby po prostu nazwać go Dumbledore. Jeżeli to o niego chodzi ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, dzięki za radę :)
      A jeśli o fabułę chodzi to muszę coś dobrego wymyślić ale poprzeczka jest wysoko postawiona bo dużo jest sevmione ;-;
      Mam kilka pomysłów ale niektóre wyszłyby a'la Moda na sukces ;-;

      Usuń
  4. Zapowiada się bardzo ciekawie. Widać, że masz potencjał, więc myślę, że powinnaś pisać dalej ;) Chciałabym zobaczyć co z tego wyjdzie. Zauważyłam, że dużo opisujesz i bardzo szczegółowo. Ma to swoje dobre i złe strony, ale staraj się wpleść więcej dialogów. Przyjemniej się czyta. Do niczego innego się nie przyczepiam :p Czekam na dalszy rozwój wydarzeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Miło mi, że ktoś w ogóle czyta te wypociny ^^

      Usuń
  5. Świetny rozdział. Genialnie piszesz, naprawdę mi się podoba. Zdarzyło się tylko kilka nieistotnych literówek. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Pojawi się tak szybko jak dam radę go napisać, ponieważ jutro czeka mnie ostatni sprawdzian semestralny ^^

      Usuń