piątek, 6 czerwca 2014

Prolog

Prolog gotowy. Nie jest jakiś specjalnie długi, ale zazwyczaj właśnie takie je piszę, gdyż o wiele bardziej wolę poświęcić czas na napisanie długiego, porządnego rozdziału, który powinien pojawić się już jutro ;) Zapraszam do czytania, dodawania do obserwowanych, komentowania i udostępniania :)

          Nad rzeką stał wysoki, chudy mężczyzna o bladej cerze i czarnych włosach, które sięgały do jego szerokich ramion. Czarne jak węgiel oczy, były wpatrzone bezmyślnie w przeźroczystą wodę, o którą odbijały się krople deszczu. Myśli, które błądziły po jego umyśle z zawrotną prędkością, zawsze oddalały się robiąc miejsce nowym, bardziej absurdalnym. Zrezygnowany wyciągnął dłoń z kieszeni czarnych, lnianych spodni i rzucił najbliższym, sporym kamieniem w przeźroczystą ciecz, która rozprysła się chlapiąc mu buty i nogawki. Usiadł pod najbliższym drzewem i z obrzydzeniem spojrzał na czarny tatuaż, który zdobił jego przedramię. Wielokrotnie nachodziły go myśli, zwłaszcza podczas koszmarów, żeby po prostu wziąć nóż i go wyciąć. Jednak potem trzeźwiał. Złośliwy uśmieszek pojawił się na jego wąskich ustach, kiedy przypomniał sobie bardzo zabawną scenę z udziałem jego wieloletniej przyjaciółki, Minerwy McGonagall. To znaczy nie wiedział czy ją tak nazwać, od wielu lat była po prostu zmorą w jego życiu, która chodziła jak cień po jego komnatach i konfiskowała mu alkohol. Jednak był jej wdzięczny, pomimo faktu, że nigdy tego nie okazywał. W swoim życiu dopuszczał do siebie bardzo małą ilość osób, i tak na zdystansowaną odległość, czego dowodem był chociażby taki Dumbledore. Ufał mu, zgadza się, darzył go nikłą sympatią? Możliwe. Jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że siwobrody czarodziej był cholernym manipulatorem. Oprócz samej McGonagall i Dropsa, jego lista powiększała się jedynie o Lawa, Artura i Molly, może jeszcze Kingsleya, który nie kłapał dziobem tam gdzie nie trzeba.

          Tak, zdecydowanie nastały jedne z najcięższych czasów w historii czarodziejskiego świata. Były aktualnie na równi z pierwszą wojną, która pochłonęła masę ofiar. Tyle młodych wdów, osieroconych dzieci, samotnych ojców, ludzi, którzy stracili całą rodzinę. Nie, to zdecydowanie nie miało się tak potoczyć. Oczywiście Zakon zdawał sobie sprawę, że będą ofiary, jednak nie tyle... Jak zawsze coś w planie zawaliło, jakiś mało istotny z pozoru szczegół, który zmienił wszystko. Mięli idealnie rozegraną bitwę, ale tylko na papierze. Cała taktyka, strategie, defensywa, ofensywa, rozstawienie na akcjach... i to wszystko poszło się pieprzyć kiedy trzeba było przełożyć to z teorii na praktykę. Doskonale pamiętał każdy szczegół, zwłaszcza ludzi, z którymi szedł ramię w ramię nie wahając się ani sekundy, nie opuszczając różdżki. A później musiał wmawiać Czarnemu Panu, że to było konieczne by nie zdradzić swojej pozycji szpiega. Wielki czarnoksiężnik, który zabił więcej ludzi niż on widział na oczy, który oszukał śmierć, przez dwadzieścia lat nie zorientował się, że Mistrz Eliksirów konspiruje ze starym Dumbledorem za jego plecami. Zresztą, nie dziwił mu się, przecież był szpiegiem idealnym, który panował nad swoim umysłem jak i ciałem, tak, tego pozazdrościć mogliby mu nawet najlepsi czarodzieje... ale co z tego, skoro każdej nocy budził się z krzykiem? Z niewyjaśnionych przyczyn jego ciało dziwnie reagowało na nawet najdrobniejszy kontakt fizyczny, jakim było podanie dłoni innej osobie. Cóż... widać historia rzeczywiście lubi się powtarzać, skoro szykuje się kolejne piekło jakim jest wojna.

          Jego rozmyślania przerwał dźwięk kroków, który rósł z każdą sekundą. Snape odwrócił szybko głowę przyglądając się roześmianemu mężczyźnie, zmierzającemu ku niemu. Był w średnim wieku, czarne, rozczochrane włosy przykrywały w połowie błękitne oczy, a blizny ciągnące się od czoła do połowy policzków nadawały mu śmiesznego wyrazu, kiedy się uśmiechał.
          - Mogłeś mnie uprzedzić, że zamierzasz się rozbierać - mruknął oschle Mistrz Eliksirów, spoglądając wymownie na jego odsłoniętą klatkę piersiową.
          - Okradli mnie! - zawołał oburzony.
          - Z koszuli?
          - Na co ta Bella nie wpadnie.
          Niebieskooki zauważył, że coś jest nie tak. Spojrzał uważnie na twarz drugiego mężczyzny i uniósł lewą brew ku górze. Znał go bardzo dobrze i wiedział, kiedy coś nie grało, więc instynktownie położył dłoń na jego ramieniu, na co lekko się zatrząsł. Jak zawsze.
          - Za dużo myślisz, Severusie. Zobaczysz, nie wyjdzie ci to na dobre.
          - Już nie wychodzi.
          - I co zamierzasz zrobić? Jakie są twoje dalsze plany - sprostował. - Nie dasz rady grać na nosie jaszczurce, spiskować z Dropsem, prowadzić lekcji i jeszcze pracować dla Zakonu. Człowieku, nie dożyjesz gwiazdki.
          - Co do lekcji, to właśnie zaczęły się wakacje i mam wolne od tych baranów. Prawie dwadzieścia lat dawałem radę i dam jeszcze dwa razy tyle. I z czego się cieszysz? - mruknął posępnie patrząc na jego roześmianego przyjaciela.
          - Naprawdę sądzisz, że stan wojenny potrwa jeszcze dwadzieścia lat? Chyba trochę przesadziłeś.
          - Być może. Ale z dwa na pewno, znając Dumbledore'a i jego mozolne posunięcia.
          - Nie chce tracić ludzi.
          - Jak każdy. Nawet mięso armatnie jest bardzo ważnym pionkiem w tej chorej grze, Law. I kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć o tym najlepiej.
          - Nawet mi nie przypominaj, bo na samo wspomnienie mam ochotę iść w krzaki i wydalić śniadanie. Ale trzeba przyznać, mina Notta była bezcenna i nie zamieniłbym jej nawet na tysiąc skrzynek wyładowanych galeonami. A to się kretyn doigrał.

          Skończyli rozmawiać szybciej niż zaczęli, ponieważ ku nim zaczął zmierzać cały szereg zakapturzonych postaci, odzianych w złote maski zakrywające ich twarz. Na ich czele stał dzisiejszy przywódca, nie kto inny niż Eddard Nott. Mężczyźni wspólnie zaklęli pod nosem i podążyli razem z resztą wysłuchując śmiechów spowodowanych do połowy roznegliżowanym Lawrencym Goldenmayerem.

4 komentarze:

  1. Krótki? Jak na prolog, to jest wypasiony! :D I bardzo dobrze napisany, prawie bezbłędnie (nie licząc kilku przecinków, których uwielbiam się czepiać). Lubię takiego zamyślonego Severusa, bo najbardziej przypomina tego z książki, a nie jakąś ciamajdę ^^
    Lawrence? Zwykle jestem sceptycznie nastawiona do postaci niekanonicznych (przynajmniej nikogo takiego nie kojarzę, może czas sobie odświeżyć książki ^^), ale jak na razie mnie do siebie nie zraził, może przez ten brak koszuli xd
    Będę odwiedzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to postać wymyślona przeze mnie. Ja także jestem BARDZO wyczulona na tego typu postacie i strasznie się ich czepiam, dlatego bardzo postaram się zrobić go "porządnego". Lubię jedynie Hala z bez cukru od mrocznej i Dana z Uczucie z piekła rodem. ^^
      Dziękuje, nad przecinkami będę pracować :D

      Usuń
  2. Świetny prolog, wspaniale piszesz <3
    Zaciekawiłaś mnie postacią Lawrenca c: Ciekawe, co takiego zrobił Nottowi XD
    Pozostaje mi tylko czekać na kolejny rozdział, pozdrawiam
    Mrs Black

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie dziękuje :) Tak, Law na pewno się nie raz pojawi i nie raz zaskoczy. Lubię dodawać własne, wymyślone postacie (chociaż zawsze dodaje maksymalnie dwie) I za każdym razem robią niezłego zamieszania.
      Ciesze się, że będziesz czytać :)

      Usuń